Multimedia - Komisja Nadzoru Finansowego

O KNF

Jacek Jastrzębski o kryptowalutach podczas debaty prezesów na Konferencji Izby Domów Maklerskich

Jacek Jastrzębski, Przewodniczący KNF, wystąpił na zakończenie debaty szefów firm inwestycyjnych zatytułowanej „Szanse i wyzwania firm inwestycyjnych - jak przyciągnąć inwestorów?”, podczas 25. Konferencji Rynku Kapitałowego Izby Domów Maklerskich w Bukowinie. Impulsem do wystąpienia Przewodniczącego KNF był wątek kryptowalut, który pojawił się podczas debaty i kwestia tego, czy firmy inwestycyjne powinny zaoferować swoim klientom kryptowaluty.

Kluczowe wypowiedzi Jacka Jastrzębskiego:

  • To, co wybrzmiało w tej dyskusji, to jest dokładnie ten powód, dlaczego jesteśmy sceptyczni w stosunku do kryptowalut. Zadam filozoficzne pytanie - dlaczego ustawodawca wyposaża niektóre instytucje, takie jak banki, firmy inwestycyjne czy towarzystwa funduszy inwestycyjnych, w status podmiotu zaufania publicznego? Czemu to służy? Moje rozumienie tego jest takie, że państwo dostrzega korzyść z pośrednictwa finansowego, czyli dostrzega korzyść z funkcjonowania na rynku profesjonalnych podmiotów, które konwertują oszczędności w akcję kredytową lub w inwestycje. Funkcjonowanie tego mechanizmu wymaga instytucjonalnego zaufania, które państwo przyznaje tego typu podmiotom przez odpowiednie działania legislacyjne, a ostatecznie dokonuje się to rękami nadzoru w procesie licencyjnym. I teraz pojawia się pytanie, czy instytucje korzystające z tej podwyższonej wiarygodności przyznanej im przez państwo w imię transformacji oszczędności w inwestycje powinny wykorzystywać to dobrodziejstwo pośrednicząc w realizacji innych celów.
  • Z rozmowy w trakcie debaty wynika, że inwestorzy chcą mieć ekspozycję na przykład na Bitcoina, ale jednocześnie preferowanym kanałem uzyskania tej ekspozycji jest kanał przez instytucje zaufania publicznego. Chcą nabywać ryzykowne, spekulacyjne aktywa, ale korzystając jednocześnie z kanału o podwyższonej wiarygodności, gwarantowanej w pewnym sensie przez państwo. Obawiam się, że w skrajnym scenariuszu – biorąc pod uwagę doświadczenia naszego rynku finansowego – może to prowadzić do tego, że jeżeli w pewnym momencie okaże się, że wartość tych aktywów nie będzie szła do góry, tylko nagle spadnie, to wtedy wszyscy będziemy się zastanawiali czy dokumenty onboardingowe są napisane dostatecznie dużą czcionką, czy na pewno wszystkie oświadczenia i załączniki zostały przez klienta podpisane, i czy klient rzeczywiście rozumiał, że Bitcoin to jest Bitcoin, a nie np. jakiś inny instrument finansowy. I to co teraz mówię to jest zgodne z tym co mówiłem tu wcześniej na temat deregulacji i ponoszenia ryzyka – bo to wszystko kręci się wokół modelu realizacji zysku bez ponoszenia ryzyka. Mam obawę, że to może być taki schemat – dopóki wartość kryptowaluty idzie do góry, to są nasze śmiałe decyzje inwestycyjne, ale jeżeli idzie w dół, to jest misselling. Już to widzieliśmy na rynku finansowym i tego się obawiamy, stąd też wynika nasz sceptycyzm. 
  • Moim zdaniem zainteresowanie kryptowalutami, w szczególności Bitcoinem, jest po części wynikiem „socialmedializacji” życia. Wszyscy chcieliby wierzyć w obrazy, które pokazują nam social media, że można nie uczyć się, nie pracować i świetnie zarabiać. Jesteśmy być może trochę starsi od grupy docelowej tego przekazu, więc jesteśmy bardziej sceptyczni. Ale niewątpliwie Państwo mierzą się teraz z grupą klientów, którzy wchodzą na rynek i są ukształtowani tym przekazem. 
  • To też powoduje mój bardzo duży sceptycyzm, jak słyszę ze strony instytucji zaufania publicznego - banków czy firm inwestycyjnych taką argumentację: „Musimy zaoferować klientom dostęp do Bitcoina naszym kanałem, bo nasi klienci tego chcą. A poza tym, jeżeli my tego nie zaoferujemy, to zrobi to ktoś inny”. Widzieliśmy na rynku finansowym produkty, których klienci też bardzo chcieli, a teraz ich skutki się materializują stoma miliardami odpisów i rezerw w sektorze bankowym. Klienci też chcieli tych produktów. I też pojawiał się argument ze strony instytucji finansowych, że jeżeli ta instytucja nie zaoferuje tego produktu, to i tak klient uzyska go gdzie indziej. 
  • Ja jestem w stanie sobie wyobrazić wiele produktów, których klienci chcą, ale państwo z jakichś względów reglamentuje dostęp do nich. Nie chcę podawać przykładów, każdy może sam je podać. W każdym razie, argument że klienci czegoś chcą – jako uzasadniający oferowanie im tego przez podmioty zaufania publicznego – jest dla mnie dyskusyjny, zwłaszcza jeżeli pada ze strony tych podmiotów.
  • Nie mówię, że nabywania kryptowalut należy zakazać. Być może jest to przejaw wolności decydowania o swoim majątku. Być może nawet nie należy tego w jakiś szczególny sposób ograniczać. Natomiast to, czego się obawiamy i czego wyrazem jest ta dyskusja, to taki scenariusz, w którym – jeżeli klienci będą uzyskiwać ekspozycję na kryptowaluty korzystając z usług podmiotu nadzorowanego przez KNF – to tak długo jak ich wartość rośnie, to będzie dobrze, ale jak ona gwałtownie spadnie, to się okaże, że to Wy będziecie "on the hook". A jak się okaże, że podmiot, który w tym pośredniczył nie jest wystarczająco wypłacalny, to "on the hook" będzie państwo. Ktoś przyjdzie do nas i powie: przecież nadzorowaliście ten dom maklerski.
  • Obawiam się, że ścieżka regulacji i nadzoru rynku kryptoaktywów uzasadniania dążeniem do ochrony nabywców tego typu aktywów, mającej nastąpić przez wpuszczenie tych instrumentów do kanału regulowanego i nadzorowanego, prowadzi w istocie do tego, że dostawcy usług związanych z tego rodzaju aktywami zyskują narzędzia do ich promocji oraz kanał dystrybucji o podwyższonym zaufaniu. W efekcie zaczynamy to promować. A regulowany i nadzorowany kanał dystrybucji jest po to, żeby promować oszczędzanie i konwersję oszczędności w inwestycje, a nie po to, żeby promować zaspokajanie innych potrzeb.
  • Dlatego, jak powiedziałem, nie mówię, że kryptoaktywów należy zakazywać, ale uważam, że dobrodziejstwo bycia podmiotem zaufania publicznego, które to dobrodziejstwo przyznawane jest przez państwo z uwagi na szczególną wartość funkcjonowania rynku finansowego i na fundamentalną rolę zaufania dla funkcjonowania tego rynku, nie powinno służyć jako narzędzie mające na celu promocję możliwości lokowania środków w kryptowaluty. Może jest to konserwatywne podejście, ale moim zdaniem logiczne i uzasadnione. Cieszę się, że słyszałem analogiczne głosy ze strony przedstawicieli rynku.
  • Zaznaczam, że mówiłem o kryptowalutach. Nie mówię o tym wszystkim, co się wiąże z wykorzystaniem technologii blockchain dla usprawnienia i zwiększenia bezpieczeństwa transferów lub rozliczeń. To wszystko popieramy. Moje sceptyczne nastawienie nie odnosi się też do być może sensownych ekonomicznie działań polegających na tokenizacji pewnych klas aktywów. Natomiast jeżeli chodzi o fascynację kryptowalutami i wpuszczanie ich do kanału regulowanego z uzasadnieniem, że klienci tego oczekują, to uważam, że to jest właśnie Wasza odpowiedzialność, żeby nie zawsze iść za tym, czego klienci w danej chwili oczekują.